27 listopada 2012

Cisza.

Cisza na blogu spowodowana jest przedświątecznym szałem. Nie wiem, czy ktokolwiek z moich czytelników zauważył, że oprócz gotowania moim hobby jest również szycie. No i szał ten tego szycia właśnie dotyczy. Do szycia namówiła mnie prawie dwa lata temu moja tutejsza przyjaciółka i chociaż początkowo nie wierzyłam, że cokolwiek z tego może wyjść przy mojej niecierpliwości. Ale wyszło, ku mojemu zaskoczeniu. W tym roku, pomimo wszechobecnego kryzysu, udało nam się razem z Kasią zebrać trochę zamówień na dekoracje i zabawki, dlatego właśnie na przesiadywanie w kuchni i wymyślanie nowości kulinarnych nie mam zwyczajnie czasu. 

Zabawy z igłą i nitką sprawiają mi mnóstwo przyjemności. Uwielbiam ten moment, kiedy dzieci, po ciężkiej walce w końcu zalegną w łóżku, w kubku paruje herbata koperkowa, w TV lecą dwa pod rząd odcinki "Friends'ów" a ja siadam na kanapie i działam. A jeszcze bardziej cieszy, kiedy to dzaiałanie ktoś docenia i chce mieć na własność.

Przedstawiam Wam kilka z moich prac i chętnych zapraszam na moją wyszywankową  stronę na FB.









Poszukujących kulinarnych inspiracji ostrzegam, ze na blogu pojawi się więcej postów z kuchnią niezwiązanych, dlatego też zmieniłam nazwę bloga na ogólniejszą. Chciałabym pokazać czytelnikom, że moje życie to nie tylko kuchnia i smaczne jedzenie. Nie pozostało mi więc nic innego jak zaprosić do zaglądania i pozdrowić ciepło !

03 listopada 2012

Jesienny podwieczorek. Tartaletki z jabłkami i kruszonką.




Kiedy byłam dzieckiem, moja rodzinka i wszyscy sąsiedzi z naszego 5-cio rodzinnego domu byli szczęśliwymi posiadaczami ogródków. Niewielkich, ale zawsze. Kiedy żyła babcia, to ona zajmowała się sianiem, pieleniem i doglądaniem roślin, potem mama przejęła te obowiązki a ja z siostrą dzielnie jej pomagałyśmy w przerywaniu marchewki. Mieliśmy też drzewa wiśniowe i śliwy oraz krzaki agrestu i porzeczek. Żadna rzodkiewka nie smakuje teraz jak ta kiedyś, prosto z ziemi, wytarta tylko w sweter (ku rozpaczy mamy zapewne) i zjedzona w towarzystwie kolegów z podwórka. Potem miasto zabrało nam ogród.


Teraz mam swój dom i jak w większości angielskich domostw, nie ma  na nim zbyt wiele miejsca na grządki. Dostała nam się tylko w spadku po poprzednim właścicielu stara jabłonka, która, pomimo swoich powykręcanych gałęzi, co roku raczy nas jabłkami. Nie wyglądają tak jak te ze sklepowej półki ale smakują o niebo lepiej. W tym roku udało mi się zasadzić winogron, który mam nadzieję, że będzie się pięknie piął po ścianie komórki oraz suche badyle, z których wg obietnicy sprzedawcy w czarodziejski sposób urosną maliny i jeżyny. Trzymajcie kciuki.



A bohaterami dzisiejszego wpisu są tartaletki (prawda, że śliczne ?) z jabłkami z wyżej wspomnianej jabłonki. Powstały w ramach poprawienia rodzince niewesołego humoru,spowodowanego jesiennym nastrojem i koniecznością siedzenia w domu.

Składniki : 

Ciasto:

- 200 g mąki (użyłam 100 g orkiszowej i 100 g pszennej)
- 50 g drobnego cukru
- 120 g masła
- jajko
- 30 g zmielonych migdałów

Kruszonka:

- 75g masła
- 90g mąki
- 55g cukru

Dodatkowo:
- 3 duże jabłka



Masło utrzeć z cukrem i jajkiem na gładki krem. 
Dodać mąkę i migdały, zagnieść ciasto, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na godzinę. 
Przygotować kruszonkę: masło rozetrzeć z mąką i cukrem aż powstanie kruszonka. 
Schłodzonym ciastem wylepić natłuszczone foremki. 
Wyłożyć krążkami papieru do pieczenia, obciążyć porcelanowymi kulkami i piec w 180 st. przez 20 minut.
Jabłka obrać, pokroić w plastry i ułożyć na podpieczonych spodach. 
Posypać kruszonką i włożyć do piekarnika na kolejne 25 lub do zrumienienia kruszonki.
Podawać z lodami i posypane cukrem pudrem (nie są zbyt słodkie)


SMACZNEGO!!!

Było,minęło....