14 października 2013

Meat free Mondays, czyli bezmięsne poniedziałki, odsłona dwunasta. Kopytka z pasternaku.





Witajcie w poniedziałek. Chciałabym powiedzieć "w piękny jesienny poniedziałek" ale niestety nie mogę. Zawitała do nas typowa angielska jesień czyli deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz. A do deszczu wiatr i niskie temperatury. Po pięknym lecie przyszedł czas na codzienną poranną walkę z zapinaniem kurtek, znajdywaniem czapek i pakowaniem szkolnych butów do torby aby maszerować w kaloszach. Niestety, na to nie mamy wpływu i powinniśmy odkrywać uroki jesieni nie zważając na jej szare strony. W kolejnych postach pojawi się moja ulubiona jesienią właśnie dynia, a dziś czas na nie mniej lubiany pasternak. Smakował wyśmienicie w cieście z orzechami , które bardzo polecam, smakuje równie dobrze w kopytkach, czy jak kto woli światowo - gnocchi. 

Składniki:

- 500 g pasternaku
- jajko
- mąka (użyłam orkiszowej pełnoziarnistej)
- galka muszkatołowa, sól, pieprz
- parmezan




Korzenie pasternaku myjemy i gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. 
Po ostudzeniu obieramy i rozgniatamy (widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków).
 Przyprawiamy solą, pieprzem i szczyptą (sporą) gałki. 
Dodajemy jajko i mieszamy.
Czas na mąkę. 
Można użyć zwykłej, białej. 
Dosypujemy jej, powoli mieszając,  tyle, aby ciasto było w miarę zwarte i dało się zagnieść w kulę. 
Kiedy już nam się to uda, z kuli odrywamy kawałek i formujemy w wałek, który następnie kroimy w kopytka. 
W garnku gotujemy posoloną wodę, a kiedy ta zacznie wrzeć, wrzucamy partiami kopytka. od chwili wypłynięcia gotujemy ok. 5 minut, wykładamy na sitko. 
Kopytka najlepiej smakują podsmażone na patelni i posypane parmezanem. 
Jeśli idea bezmięsnych poniedziałków nie jest Wam bliska, dodajcie do nich podsmażony boczek.
 


SMACZNEGO!!!

07 października 2013

Meat free Mondays czyli bezmięsne poniedziałki, odsłona jedenasta. Pasztet z ciecierzycy i pieczonej papryki.




Od pewnego czasu staramy się ograniczyć do minimum ilość spożywanych przez naszą rodzinę wędlin. Żyjemy w takich czasach, że właściwie mało co jest "bezpieczne" jeśli chodzi o jedzenie, przeważnie robimy swojemu organizmowi  więcej krzywdy niż przysługi zjadając to, co znajdujemy na półkach sklepowych. Wędliny są właśnie jednym  tych produktów, które powinniśmy omijać szerokim łukiem. Pełne chemii, dodatków i ulepszaczy nie są dla nas dobre. Świetnym ich zamiennikiem są wszelkiego rodzaju pasztety, które łatwo i szybko możemy przygotować w domu, najlepiej ze składników organicznych. Dzisiejszy niezbyt nadaje się do chleba, jest dość sycący ale świetnie smakuje z dodatkiem jakiejkolwiek zieleniny i z powodzeniem może zastąpić starą dobrą kanapkę z szynką, serwowaną na kolację. Polecam, niewiele z nim roboty, a efekt naprawdę świetny!


Składniki:

- 2 puszki ciecierzycy
- 2 papryki czerwone
- kilka suszonych pomidorów z zalewy
- 2 jaja
- pestki słonecznika
- sól, pieprz, oregano,  papryczka chilli



Ciecierzycę odsączamy na sitku. 
Paprykę myjemy, kroimy na pół, układamy w naczyniu żaroodpornym i pieczemy ok. 30 minut w 190 st. Wyciągamy, studzimy i obieramy ze skóry. 
Ciecierzycę wrzucamy do miski, dodajemy paprykę i pomidory. 
Przyprawiamy solą, pieprzem, oregano i posiekaną papryczką chilli. 
Blenderem miksujemy, masa nie musi być idealnie gładka. 
Mieszamy ją z roztrzepanymi jajkami, całość układamy w keksówce wyłożonej papierem do pieczenia, posypujemy słonecznikiem  i wkładamy do piekarnika na ok 35 minut (190 st). 
Po upieczeniu wyciągamy z foremki i studzimy na kratce. 
Pasztet jest dość kruchy, a przynajmniej mój taki wyszedł.




SMACZNEGO!!!

04 października 2013

Makaronowe muszle z ricottą i buraczkami.





Zabiegana jestem ostatnio. I to bardzo. Ale nie narzekam, bo lubię jak coś się dzieje. Nie znoszę lenistwa i nicnierobienia, nie potrafię się nudzić. Ponieważ (nie bójmy się tego głośno powiedzieć) wielkimi krokami zbliżają się Święta, w mojej pracowni się dzieje. W niedzielę biorę udział w moim pierwszym poważnym kiermaszu handmade, więc z nadzieją że moje wytwory się spodobają, spędzam całe dnie przy maszynie. W listopadzie szykuje się kilka kolejnych, więc mam co robić. Trzymajcie kciuki za niedzielę żebym nie straciła zapału i ochoty do następnych jarmarków :) A jeśli macie ochotę podejrzeć co powstaje w wyniku mojego romansu z maszyną zapraszam tutaj.



W przerwach na szycie pojawiam się w kuchni i kombinuję jak tu szybko i smacznie wyżywić rodzinę. Połączenie buraków i ricotty chodziło już za mną od dawna, pierwotnie nadzienie to miało znaleźć się w ravioli, ale po pierwszej  nieudanej próbie z ciastem do pierożków postanowiłam pójść na łatwiznę i kupić gotowy makaron. Szczerze i nieskromnie przyznam, że muszle wyszły pyszne i na pewno się spodobają wielbicielom buraków.


Składniki:

- pół opakowania makaronu muszli
- opakowanie ricotty
- 3 -4 średnie buraczki
- duża czerwona cebula
- pieprz, sól, oliwa, 
- pestki dyni



Muszle gotujemy wg przepisu na opakowaniu. 
Buraki gotujemy  w osolonej wodzie, studzimy i obieramy.
 Kroimy w kostkę. 
Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na oliwie, przyprawiając obficie solą i pieprzem. 
Do cebuli wrzucamy buraczki i ser, całość możemy potraktować blenderem ale ja użyłam tłuczka do ziemniaków aby kawałki buraków były wciąż wyczuwalne w masie. 
Masą tą nadziewamy muszle, posypujemy podprażonymi pestkami dyni i skrapiamy oliwą. 
Podajemy.


SMACZNEGO!!!

Było,minęło....