17 grudnia 2013

Na przekór piernikom - ciastka orzechowe bez mąki, masła i cukru.





Pierniki są i u nas, a jakże. A raczej to, co z nich zostało. Wyszły tak cudnie mięciutkie że nie wytrzymują swojego własnego ciężaru i spadają z choinki. A jak już spadną, to wiadomo, leżeć nie będą. Pierwsza partia zostanie pożarta, zanim święta nadejdą, trzeba będzie upiec drugą. 

A  tymczasem, na przekór wszystkim przepisom na pierniczki, podzielę się z Wami ciastkami orzechowymi. Są idealne na "po świętach" aby dać naszemu organizmowi dopocząć od smacznych, ale często ciężkich świątecznych potraw. Przepis pochodzi z książki "Honestly healthy" zawierąjącej wskazówki jak odżywiać się wg diety alkalicznej (zasadowej) o której napiszę więcej po świętach. A ciacha szczerze polecam, właśnie mąż dzwonił z pracy i przekazał słowa zdziwienia od kolegów, że "ciastka bez cukru i masła a takie dobre". No bo dobre !

Składniki:

- 135 g orzechów brazylijskich
- 250 g migdałów
- 80 g płatków kokosowych
- 175 g suszonych śliwek
- 85 g suszonych moreli
- 30 g ziaren słonecznika
- 40 g ziaren dyni
- skórka otarta z 1 cytryny
- 2 łyżki soku jabłkowego 



Do wykonania tych ciastek potrzebować będziemy robota kuchennego z misą i nożami.
Wszystkie składniki wrzucamy do misy, uruchamiamy robota i czekamy aż orzechy połączą się w miarę jednolitą masę tak, aby dało się z niej formować kulki. 
Byłam pełna obaw co do tego, czy się to uda, ale udało się. 
Masę formujemy w kulki (wielkości dwóch orzechów włoskich ) i kładąc na blasze wyłożonej papierem, spłaszczamy je.
 Pieczemy ciastka przez 15 minut w nagrzanym do 150 st. piekarniku.
 Przyszło mi do głowy, że można ciastka udekorować roztopioną ciemną czekoladą, ale ten patent wypróbuję następnym razem. Bo na pewno będzie!




SMACZNEGO!!!

12 grudnia 2013

Handmade Christmas czyli własnoręczne ozdoby świąteczne. Gwiazdki z gałązek.




W zeszłym roku zapisałam kilka stron pomysłów na ozdoby świąteczne. Kilka udało mi się zrealizować, większości nie. Myślałam -  w przyszłym roku się uda . Ale w przyszłym roku kartek przybyło, a czasu wolnego nie. Na dodatek tak się jakoś składa, że nic się nie układa. Smutne wydarzenia, przykre wiadomości, niespodziewane i stresujące zdarzenia, wszystko to sprawia, że święta tak nie cieszą. Co prawda nastrój trochę mi się poprawił kiedy przytargaliśmy do domu wielką choinkę i z powodzeniem osadziliśmy ją w bujającym się stojaku, ale wciąż jeszcze mi daleko do wielkiej radości. Jest jeszcze kilka dni, może zapach upieczonych pierniczków i jeszcze kilka samodzielnie wykonanych dekoracji tą radość przywróci...



Dziś chciałam Wam polecić wykonanie naturalnych gwiazdek. Podczas spaceru nazbierałyśmy z Biancą gałązek, które pierwotnie miały służyć do tego, aby na nich coś powiesić. Niestety, okazały się za słabe (są to gałązki brzozy) więc wykorzystałam je inaczej. Jest z nimi trochę zabawy, ale wartej efektu. Wyglądają ślicznie, czego na zdjęciach oddać nie daję rady. 

Potrzebujemy:

- gałązki
- klej na gorąco
- nożyczki albo mały sekator

Gałązki tniemy na równe kawałki. 
Z trzech sklejamy trójkąt, z kolejnych trzech kolejny a te dwa w gwiazdkę. 
Przycianmy wystające kawałki i zwieszamy gwiazdki na żyłce. 

Proste? Proste :)





Mam nadzieję że u Was nastroje lepsze, przygotowania świąteczne w toku a czas leci wolniej niż u mnie. 


08 grudnia 2013

Handmade Christmas czyli własnoręczne ozdoby świąteczne . Gwiazdki z filcu.


Naprodukowałam się w tym roku tych gwiazdek, oj naprodukowałam. Pierwsze dostała w prezencie znajoma, której mamie tak się spodobały, że zamówiła cały zestaw dla swoich wigilijnych gości. Każda z gwiazdek została zapakowana w celofan i będzie położona obok talerzyka. Wg mnie to bardzo fajny pomysł i jeśli kiedyś będę miała okazję gościć u siebie na Wigilii rodzinę, na pewno z niego skorzystam. 




Jeśli posiadacie w domu maszynę do szycia, proponuję Wam uszycie takich gwiazdek. Nie zajmują dużo czasu, wypchać je można siedząc przed tv, albo zagonić męża (nawet nie wiedziałam, że mój osobisty będzie taki skory do pomagania ;) a efekt jest naprawdę świetny. Pięknie wyglądają na choince, co miałam okazję dziś zobaczyć u koleżanki od gwiazdek, a jutro, mam nadzięję i u siebie, jeśli tylko uda nam się umocować choinkę w stojaku. Potrzebne nam będą:

- biały filc
- sznurek
- gwiazdki z kory 
- klej na gorąco, wypychacz lub wata

Oprócz gwiazdek z filcu powstały też inne, kolorowe, z resztek świątecznych materiałów,  cudnie się prezentują na sztucznym drzewku. 







Jeszcze raz przypomnę propozycje z zeszłego roku, a w następnym poście podzielę się pomysłami na prezenty od serca. 



01 grudnia 2013

Handmade Christmas czyli własnoręczne ozdoby świąteczne. Wieniec na drzwi.




Bardzo z góry przepraszam tych, którzy wczorajszego posta widzieli i naawet skomentowali. Wziął i zniknął, a może to ja go niechcący usunęłam, bo grzebałam bezmyślnie w ustawieniach i czym tam jeszcze. Nie będę się już rozpisywać, bo co tu dużo pisać, wczoraj za dwie godziny miał być grudzień, dziś za dwie godziny już drugi dzień grudnia nastąpi. Ani się obejrzę, trzeba będzie jechać na lotnisko po świątecznych gości a potem już tylko czekać na święta. 

Jak co roku staram się wykonać samodzielnie ozdoby świąteczne, na tyle, na ile pozwala mi czas. Który pozwala  mi na niewiele bo ucieka i nie chce się zatrzymać choćby na chwilę.

 Pierwsza moja tegoroczna propozycja to wieniec na drzwi, chociaż nie wiem czy nazwa "wieniec' tutaj pasuje, bo to raczej kojarzy mi się z kwiatami. Ale innej nie ma więc niech tak zostanie. Nie udokumentowałam fotograficznie każdego kroku wykonania ozdoby, mam nadzieję że jeśli ktoś się zdecyduje na stworzenie swojego, nie będzie miał większych kłopotów. 

Potrzebne nam będą:

- styropianowa obręcz
- sznurek, dość gruby
- klej na gorąco
- papier do pakowania
- drobne ozdoby (gwiazdki, serduszka, bombki)





Styropianową oręcz dokładnie oklejamy papierem aby biały kolor nie prześwitywał spod sznurka. Raczej niewykonalne jest wykonanie tego za jednym zamachem z racji kształtu, dlatego powstałe w wieńcu przerwy należy uzupełnić pociętymi kawałkami sznurka, które mocjemy klejem. Gotową sznurkową bazę dekorujemy wg własnego uznania, ja wykorzystałam gwiazdki z kory i zwykłą czerwoną tasiemkę. Gwiazdki przyklejamy klejem, tasiemkę igłą i nitką, szczególnie tą część, która będzie służyła do zawieszania wieńca. 

Dla przypomnienia i być może inspiracji zeszłoroczne wytwory są tutaj:




23 listopada 2013

Ciasto migdałowo cytrynowe bez mąki.




Czy producenci artykułów wyposażenia domu się zmówili? Podpisali jakiś pakt, który nakazuje im produkować pralki, lodówki, odkurzacze i komputery w ten sposób, aby działały tylko 5 lat? Właśnie tyle czasu minęło odkąd wprowadziliśmy się do naszego własnego domu i wszystko zaczyna się sypać. I tak, jak bez wirującej pralki czy zbierającego śmieci odkurzacza można się obejść, tak bez komputera już trudniej. Co prawda istnieją jeszcze telefony z dostępem do internetu ale pisanie postów z ich wykorzystaniem to już wyższa szkoła jazdy. Przynajmniej dla mnie. Moja miesięczna nieobecność na blogu była spowodowana właśnie tym, że komputer postanowił przestać współpracować, wziął i się zepsuł. Kolega go odratował (ale nie zapisał nigdzie miliona moich zakładek w przeglądarce !!! ) więc korzystam i piszę posta. Dziś na słodko, następny, jeśli mi się uda, będzie świąteczny, a dokładniej świąteczno - dekoracyjny. 

Dzisiaj  polecam ciasto. Jak dla mnie nie jest tym "naj", bo nie przepadam za ciastami cytrynowymi, ale zrobiłam je na życzenie  męża. Posmakował go w naszej zaprzyjaźnionej jadłodajni, do której często wpadamy na ziemniaka z tuńczykiem i nie możemy się też oprzeć serwowanym tam słodkościom. Moje ciasto nie wyszło tak ciężkie i wilgotne, ale w sumie jest bardzo smaczne. Podane z kleksem bitej śmitany na pewno smakuje jeszcze  lepiej. Oryginał przepisu tutaj , możecie tam również podejrzeć propozycje dodatków do tego ciasta (pomarańczowy mascarpone i karmelizowane mandarynki), które ja pominęłam. 






Składniki:

- 225 g masła
- 225 g drobneo cukru (użyłam 170 g cukru trzcinowego i nadal było dość słodkie)
- 225 g zmielonych migdałów
- 3 jaja
- 115 g polenty błyskawicznej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia 
- 3 niewoskowane cytryny

Dodatkowo:

- cukier puder do posypania
- bita śmietana lub jogurt do podania

Masło ucieramy z cukrem na puszystą masę. 
Dodajemy jajka, ciągle ucierając. 
Cytryny sparzamy, ścieramy skórkę i wyciskamy z nich sok. 
Do masy dodajemy, mieszając łyżką, migdały, polentę, proszek do pieczenia,  skórkę i sok z cytryny. Całość wyleamy do okrągłej ( 26 cm ) formy wyłożonej papierm do pieczenia i wstawiamy do piekarnika ( 160 st. ) na ok. 75 min. 
Jeśli ciasto mocno się zarumieni wcześniej, sprawdzamy patyczkiem czy jest upieczone. 
Po wyjęciu z piekarnika studzimy w formie przez 15 minut. 
Podajemy, jak wcześniej wspomniałam, z bitą śmietaną, jourtem, lub dodatkami proponowanymi w oryginalnym przepisie. 



14 października 2013

Meat free Mondays, czyli bezmięsne poniedziałki, odsłona dwunasta. Kopytka z pasternaku.





Witajcie w poniedziałek. Chciałabym powiedzieć "w piękny jesienny poniedziałek" ale niestety nie mogę. Zawitała do nas typowa angielska jesień czyli deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz. A do deszczu wiatr i niskie temperatury. Po pięknym lecie przyszedł czas na codzienną poranną walkę z zapinaniem kurtek, znajdywaniem czapek i pakowaniem szkolnych butów do torby aby maszerować w kaloszach. Niestety, na to nie mamy wpływu i powinniśmy odkrywać uroki jesieni nie zważając na jej szare strony. W kolejnych postach pojawi się moja ulubiona jesienią właśnie dynia, a dziś czas na nie mniej lubiany pasternak. Smakował wyśmienicie w cieście z orzechami , które bardzo polecam, smakuje równie dobrze w kopytkach, czy jak kto woli światowo - gnocchi. 

Składniki:

- 500 g pasternaku
- jajko
- mąka (użyłam orkiszowej pełnoziarnistej)
- galka muszkatołowa, sól, pieprz
- parmezan




Korzenie pasternaku myjemy i gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. 
Po ostudzeniu obieramy i rozgniatamy (widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków).
 Przyprawiamy solą, pieprzem i szczyptą (sporą) gałki. 
Dodajemy jajko i mieszamy.
Czas na mąkę. 
Można użyć zwykłej, białej. 
Dosypujemy jej, powoli mieszając,  tyle, aby ciasto było w miarę zwarte i dało się zagnieść w kulę. 
Kiedy już nam się to uda, z kuli odrywamy kawałek i formujemy w wałek, który następnie kroimy w kopytka. 
W garnku gotujemy posoloną wodę, a kiedy ta zacznie wrzeć, wrzucamy partiami kopytka. od chwili wypłynięcia gotujemy ok. 5 minut, wykładamy na sitko. 
Kopytka najlepiej smakują podsmażone na patelni i posypane parmezanem. 
Jeśli idea bezmięsnych poniedziałków nie jest Wam bliska, dodajcie do nich podsmażony boczek.
 


SMACZNEGO!!!

07 października 2013

Meat free Mondays czyli bezmięsne poniedziałki, odsłona jedenasta. Pasztet z ciecierzycy i pieczonej papryki.




Od pewnego czasu staramy się ograniczyć do minimum ilość spożywanych przez naszą rodzinę wędlin. Żyjemy w takich czasach, że właściwie mało co jest "bezpieczne" jeśli chodzi o jedzenie, przeważnie robimy swojemu organizmowi  więcej krzywdy niż przysługi zjadając to, co znajdujemy na półkach sklepowych. Wędliny są właśnie jednym  tych produktów, które powinniśmy omijać szerokim łukiem. Pełne chemii, dodatków i ulepszaczy nie są dla nas dobre. Świetnym ich zamiennikiem są wszelkiego rodzaju pasztety, które łatwo i szybko możemy przygotować w domu, najlepiej ze składników organicznych. Dzisiejszy niezbyt nadaje się do chleba, jest dość sycący ale świetnie smakuje z dodatkiem jakiejkolwiek zieleniny i z powodzeniem może zastąpić starą dobrą kanapkę z szynką, serwowaną na kolację. Polecam, niewiele z nim roboty, a efekt naprawdę świetny!


Składniki:

- 2 puszki ciecierzycy
- 2 papryki czerwone
- kilka suszonych pomidorów z zalewy
- 2 jaja
- pestki słonecznika
- sól, pieprz, oregano,  papryczka chilli



Ciecierzycę odsączamy na sitku. 
Paprykę myjemy, kroimy na pół, układamy w naczyniu żaroodpornym i pieczemy ok. 30 minut w 190 st. Wyciągamy, studzimy i obieramy ze skóry. 
Ciecierzycę wrzucamy do miski, dodajemy paprykę i pomidory. 
Przyprawiamy solą, pieprzem, oregano i posiekaną papryczką chilli. 
Blenderem miksujemy, masa nie musi być idealnie gładka. 
Mieszamy ją z roztrzepanymi jajkami, całość układamy w keksówce wyłożonej papierem do pieczenia, posypujemy słonecznikiem  i wkładamy do piekarnika na ok 35 minut (190 st). 
Po upieczeniu wyciągamy z foremki i studzimy na kratce. 
Pasztet jest dość kruchy, a przynajmniej mój taki wyszedł.




SMACZNEGO!!!

04 października 2013

Makaronowe muszle z ricottą i buraczkami.





Zabiegana jestem ostatnio. I to bardzo. Ale nie narzekam, bo lubię jak coś się dzieje. Nie znoszę lenistwa i nicnierobienia, nie potrafię się nudzić. Ponieważ (nie bójmy się tego głośno powiedzieć) wielkimi krokami zbliżają się Święta, w mojej pracowni się dzieje. W niedzielę biorę udział w moim pierwszym poważnym kiermaszu handmade, więc z nadzieją że moje wytwory się spodobają, spędzam całe dnie przy maszynie. W listopadzie szykuje się kilka kolejnych, więc mam co robić. Trzymajcie kciuki za niedzielę żebym nie straciła zapału i ochoty do następnych jarmarków :) A jeśli macie ochotę podejrzeć co powstaje w wyniku mojego romansu z maszyną zapraszam tutaj.



W przerwach na szycie pojawiam się w kuchni i kombinuję jak tu szybko i smacznie wyżywić rodzinę. Połączenie buraków i ricotty chodziło już za mną od dawna, pierwotnie nadzienie to miało znaleźć się w ravioli, ale po pierwszej  nieudanej próbie z ciastem do pierożków postanowiłam pójść na łatwiznę i kupić gotowy makaron. Szczerze i nieskromnie przyznam, że muszle wyszły pyszne i na pewno się spodobają wielbicielom buraków.


Składniki:

- pół opakowania makaronu muszli
- opakowanie ricotty
- 3 -4 średnie buraczki
- duża czerwona cebula
- pieprz, sól, oliwa, 
- pestki dyni



Muszle gotujemy wg przepisu na opakowaniu. 
Buraki gotujemy  w osolonej wodzie, studzimy i obieramy.
 Kroimy w kostkę. 
Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na oliwie, przyprawiając obficie solą i pieprzem. 
Do cebuli wrzucamy buraczki i ser, całość możemy potraktować blenderem ale ja użyłam tłuczka do ziemniaków aby kawałki buraków były wciąż wyczuwalne w masie. 
Masą tą nadziewamy muszle, posypujemy podprażonymi pestkami dyni i skrapiamy oliwą. 
Podajemy.


SMACZNEGO!!!

23 września 2013

Meat free Mondays czyli bezmięsne poniedziałki, odsłona dziesiąta. Francuskie zawijańce ze szpinakiem i pieczarkami.



Znowu poniedziałek. Nie mogę powiedzieć, że ich nie lubię, o nie. Bardzo jak kocham swoją rodzinkę, jednak po intensywnie spędzonym wspólnym weekendzie brakuje mi ciszy i chwili w samotności. Szkoda tylko, że większość wolnego czasu muszę przeznaczać na poweekendowe porządki, jednak dziś poszło mi z nimi wyjątkowo szybko więc mam jeszcze czas na posta. 
Podobne ślimaki pokazywałam już jakiś czas temu, jednak te wyszły jeszcze smaczniejsze i szczerze je Wam polecam. Proste i szybkie w wykonaniu (o ile nie pokusicie się o przyrządzanie własnego ciasta francuskiego, ja jeszcze do tego nie dojrzałam ) a efekt bardzo smaczny. 

Składniki:

- opakowanie ciasta francuskiego
- opakowanie świeżego szpinaku
- pieczarki
- 2 ząbki czosnku 
- ziarna słonecznika
- sól, pieprz, oliwa



Pieczarki obieramy i kroimy w plasterki. 
Wrzucamy na rozgrzaną na patelni oliwę i smażymy "na złoto". 
Zdejmujemy z patelni. 
Szpinak myjemy i po osuszeniu siekamy. 
Na patelnię wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek i krótko podsmażamy, następnie dodajemy szpinak i trzymamy na ogniu aż zwiędnie.
 Dodajemy pieczarki, przyprawiamy całość solą i pieprzem. 
Ciasto rozwijamy i wykładamy na nie nadzienie. 
Zwijamy w rulon który następnie kroimy na ok 1,5 cm krążki. 
Układamy je na blasze (na papierze do pieczenia), posypujemy słonecznikiem  i pieczemy wg czasu podanego na opakowaniu ciasta (moje ślimaki upiekły się dość szybko, lepiej podglądać czy nie mają zamiaru się przypalić).




SMACZNEGO!!!

18 września 2013

Jem na zdrowie czyli awokado i quinoa.

W związku z tym, że od jakiegoś czasu (dość długiego nawet), z krótkimi przerwami na kulinarne grzechy (np. wakacje, no bo jak nie zjeść pizzy będąc we Włoszech?? ) staramy się zdrowo odżywiać całą rodziną, na naszym stole coraz częściej pojawiają się takie wynalazki, jak np. quinoa. Na początku podchodziłam do niej dość sceptycznie, ale w tej chwili jestem bardzo na tak i często ją przyrządzam. Świetnie nadaje się jako nadzienie do np. papryki czy cukinii (np. z podsmażonymi pieczarkami, pycha!!!) a także jako baza do zdrowej sałatki. Tutaj możecie poczytać o dobroczynnych właściwościach quinoa a także o tym, jak ją gotować. Ja dziś polecam komosę ryżową, bo taka jest inna jej nazwa, w towarzystwie pomidora i awokado. Przepis na to wpadł mi gdzieś w oko, ale w tej chwili już nie pamiętam gdzie.




Składniki na jedną porcję:

- dojrzałe awokado
- pół szklanki ugotowanej  quinoa
- 4 pomidorki koktajlowe
- pestki słonecznika 
- dwie łyżki oliwy
- łyżka soku z cytryny + sok do skropienia 
- sól, pieprz




Awokado przekrajamy na pół i delikatnie wydrążamy środek.
Jeśli owoc jest dojrzały, nie będzie z tym problemu. 
Miąższ kroimy w kostkę i skrapiamy sokiem z cytryny. 
Pomidorki po umyciu kroimy na pół i razem z awokado łączymy z kaszą. 
Oliwę łączymy z sokiem z cytryny, doprawiamy pieprzem (dużo pieprzu) i solą. 
Polewamy sałatkę i nadziewamy nią puste połówki skórek. 
Posypujemy podprażonymi ziarnami słonecznika i podajemy. 
Sobie albo innemu szczęśliwcowi :)



SMACZNEGO!!!

16 września 2013

Czym chata bogata, czyli frittata z jarmużem i bekonem.




Długo mnie nie było. Powodów jest kilka jednak nie będę Was zanudzać opowieściami o nich. Najważniejsze, że wszystko co się pomieszało, ułożyło na nowo i jest dobrze. A nawet lepiej, niż dobrze. I niech tak już zostanie. O blogu i o tym, że pusto na nim myślałam często ale zebrać się nie mogłam. Chodziło mi po głowie "i tak się nikt nie upomina, więc nie ma pośpiechu". Aż do komentarza przesympatycznej Joanny , który bardzo mnie ucieszył, bo taki miły i bezinteresowny był. I sprawił, że w końcu zachciało mi się działać. Świadomość, że choć jedna osoba gdzieś tam w tym wirtualnym świecie czeka na nas, jest bardzo budująca. Pozdrawiam Cię serdecznie Joanno i dziękuję! Teraz z kuchni nie wychodzę, efekty tego są raz lepsze, raz gorsze, no ale próbować trzeba. 

Do zrobienia prezentowanej dziś frittaty "zmusiły" mnie przytargane przez męża dwie torby organicznego jarmużu, wyczytał, ze zdrowy (też poczytajcie ), to będziemy jeść. W poszukiwaniu przepisów z udziałem tego zielska przekopałam pół internetu, a że w lodówce różne resztki się marnowały, trafiło na ten przepis. Z jakimiś tam moimi zmianami. Wyszło bardzo smaczne, polecam.




Składniki:

- trzy spore garście jarmużu
- 8 pieczarek
- kawałek czerwonej papryki
- 4 plastry wędzonego bekonu
- czerwona cebula
- 4 średnie ziemniaki
- 7 jajek
- sól, pieprz, świeża natka pietruszki, parmezan


Podaję składniki jakich ja użyłam. Ale jeśli chodzi o to danie, możecie użyć tego, co w domu aktualnie macie i lubicie. A jak już wybierzecie, to działamy: 

Ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie. 
Wystudzone obieramy i kroimy w plasterki. 
Jarmuż siekamy, pozbawiamy twardych łodyg, myjemy i wrzucamy na osolony wrzątek na ok. 8 minut. Przerzucamy na sito i odsączamy z wody. 
Paprykę obieramy, a przynajmniej ja obieram, bo nie lubię potem skóry odchodzącej od miąższu i twardej na dodatek. 
Pieczarki kroimy w plasterki i podsmażamy razem z pokrojoną w piórka cebulą na maśle. 
Solimy i pieprzymy.
Do pieczarek wrzucamy pokrojoną paprykę, jarmuż, ziemniaki. 
Jajka wbijamy do miski, przyprawiamy solą i pieprzem oraz posiekaną natką. 
Masą jajeczną zalewamy warzywa i stawiamy na małym ogniu aby jaja się ścięły. 
Wierzch posypujemy tartym parmezanem i wstawiamy do piekarnika aby się zarumienił. 
Wg mnie frittata najlepiej smakuje na zimno, kiedy wszystko tworzy spójną całość i nie sprawia problemów przy krojeniu.


SMACZNEGO!!!

04 lipca 2013

Sałatka z pieczonym burakiem, pomarańczą i kozim serem.





Jako, że mamy lato, przynajmniej teoretycznie, na tapecie kulinarnej są w tej chwili sałatki i inne lekkie dania. Co prawda w kuchni spędzam ostatnio mniej czasu niż bym chciała, ale mam nadzieję, że wszystko się poukłada tak, jak trzeba i będzie we mnie więcej chęci na eksperymenty i że zdążę się nacieszyć tym,co latem najsmaczniejsze. 

Przepis pochodzi z książki "Home cooking made easy" Lorraine Pascale. Tak, jak tytuł obiecuje, książka zawiera mnóstwo ciekawych i prostych przepisów. 

Składniki (na 4 porcje):

- 4  buraki
- ulubiona sałata lub miks sałat
- 2 pomarańcze
- 8 plasterków serka koziego
- 50 g orzechów laskowych

Sos:

- 4 łyżki octu balsamicznego
- 3 łyżki miodu płynnego
- łyżeczka musztardy
- 2 łyżki oliwy
- sól, pieprz do smaku



 Buraki gotujemy lub pieczemy w piekarniku (moje są gotowane). 
Obieramy ze skóry, kroimy w kawałki. 
Pomarańcze obieramy ze skóry i błonek, kroimy na cząstki. 
Orzechy siekamy i prażymy na suszej patelni. 
Na talerze rozkładamy sałatę, układamy pomarańcze i buraczki, plasterki sera. 
Posypujemy orzechami i polewamy przygotowanym dressingiem.




W Polsce wakacje już się zaczęły, mam nadzieję że spędzacie je ciekawie i wesoło. U nas jeszcze trwa rok szkolny a my z niecierpliwością czekamy na jego zakończenie aby wybrać się w podróż, o której marzę od dawna !

17 czerwca 2013

(Po)weekendowe opowieści. Talacre.


W poniedziałkowy poranek plaża jest pusta. Oprócz zakochanej pary z szalonym psem nie ma nikogo. Morza też nie ma, jest odpływ. Moim zdaniem całego uroku temu miejscu nadaje stara latarnia morska. Bezużyteczna, zniszczona i odrapana, ale coś w sobie ma. Sami powiedzcie.










Było,minęło....