17 stycznia 2019

Pasztet wegetariański z soczewicy i marchewki.






Do tej pory naszym ulubionym vege pasztetem był sklepowy z marketu, co prawda organiczny ale zawsze to market a im wierzyć za bardzo nie można. Z braku czasu nie starałam się nawet upiec domowego i nie wierzyłam, że będzie tak dobry jak ten ze sklepu. Ale znalazłam przepis na Kwestii Smaku. A ponieważ teraz dysponuję wolnymi porankami, dałam pasztetowi szansę. Wyszedł super. Myślę, że można go jeszcze nieco ulepszyć dodając np. pieczoną paprykę lub podsmażone pieczarki. Zdecydowanie wypróbuję następnym razem. 





Składniki:

- 650 ml bulionu warzywnego 
- 500 g marchewki 
- 1/3 szklanki surowej kaszy jaglanej
- 1 szklanka surowej czerwonej soczewicy
- 250 g ciecierzycy lub ugotowanej z 125 g surowej
- 2 jajka
- duża cebula 
- 2 ząbki czosnku
- 1 łyżka startego imbiru
- 1 łyżka papryki 
- 1/2 łyżki ostrej papryki
- łyżka kurkumy
- pieprz
- opcjonanie 3 łyżki masła orzechowego 




Cebulę podsmażamy do miękkości  w garnku na oliwie. 
Dodajemy wyciśnięty czosnek i pokrojoną w plasterki marchewkę. 
Podsmażamy chwilę razem.
 Dodajemy 250 ml bulionu i gotujemy ok. 15 minut. 
Następnie dodajemy resztę bulionu, przepłukaną soczewicę i kaszę oraz przyprawy. 
Gotujemy do miękkości i wchłonięcia się bulionu. 
Odcedzoną ciecierzycę miksujemy z masłem orzechowym (ja lubię kiedy kawałki ciecierzycy są wyczuwalne w pasztecie). 
Dodajemy ugotowane warzywa i miksujemy całość do połączenia składników. 
Dodajemy jajka i mieszamy. 



Masę wykładamy do keksówek (mi wyszły dwie) i pieczemy ok. godzinę w 180 st. 
Wierzch można posypać ulubionymi ziarnami. 
Studzimy przed pokrojeniem. 
 Pasztet fajnie się komponuje z dodatkiem czegoś ostrego, np. naszej ulubionej salsy fermentowanej




SMACZNEGO !

11 stycznia 2019

Deser z kaszy jaglanej i owoców.





Z moich obserwacji wynika, że kasza jaglana ma tyle samo przeciwników, co zwolenników. Ja należę do tej drugiej grupy. Co prawda nie pojawia się ona na naszym stole codziennie ale jak już zaczniemy, to jemy przez kilka dni. I tak na przykład przedwczoraj, stworzyłam ten  deser. Nieco niepewnie oznajmiłam moim dziewczynom, że na podwieczorek go dostaną. Niepewnie, bo nie wiedziałam czy im posmakuje. Ale Bianca od razu poprosiła o drugą porcję, Julia zniosła na dół pustą szklaneczkę, więc chyba jaglany sukces! Wczoraj zrobiłam powtórkę ale tym razem w wersji z warstwą czekoladową ale to juz historia na osobny post. Zostawiam Was zatem z przepisem i życzę pięknego weekendu. 






Składniki:

- pół szklanki kaszy jaglanej
- ok. 1,5 szkl mleka (zwykłego lub roślinnego) 
- 2 łyżki ksylitolu
- 1 łyżka oleju kokosowego
- pół mango
- dwa grube plastry ananasa
- 2 łyżki mleka kokosowego (stałej części)
- pestki granatu do dekoracji 




Kaszę jaglaną płuczemy i zalewamy mlekiem w garnku. 
Gotujemy przez ok 10 minut, próbujemy, jeśli jest w miarę miękka przykrywamy i odstawiamy aż wchłonie całe mleko. 
Jeśli nadal wyczuwamy grudki, dolewamy mleka i gotujemy kolejne kilka minut. 
Próbowałam różnych metod pozbycia się goryczki z kaszy ale szczerze mówiąc, żadna z nich nie działa. 
Kaszę miksujemy z olejem kokosowym i xylitolem na gładki mus.
 Rozlewamy do szklanek, słoiczków, pucharków czy czym tam dysponujecie.
Mango, ananas i mleko kokosowe miksujemy na gładko. 
Wykładamy na kaszę.
 Całość dekorujemy pestkami granatu. 
Polecam od razu zrobić deser z podwójnej porcji składników, z tych wyjdą ok. 3 .



SMACZNEGO !!!

08 stycznia 2019

Zupa krem z kalafiora, gruszki i sera pleśniowego.



Nie wiem dlaczego nie opublikowałam tego posta sto lat temu, bo mniej więcej z tego okresu pochodzą te zdjęcia ... Pewnie czasu nie miałam. Dziś właściwie niewiele się zmieniło, czasu jak brakowało tak brakuje ale pomyślałam, że to dobry dzień na podzielenie się z Wami przepisem na fajną zupę. 
Nie wiem jak u Was ale u nas pogoda niezbyt sprzyjająca samopoczuciu, szaro, buro i zimno. Napaliliśmy w kominku i siedząc przy nim cieszymy się, że nie musimy nigdzie wychodzić.  To taka jedna z nielicznych dobrych stron zimowych (szczególnie w UK, kiedy zima w ogóle zimy nie przypomina) wieczorów,  cieszyć się ciepłem kominka i kocyka.



Składniki:

- 3 łyżki masła
- 1 cebula
- 1 kalafior
- 1,5 litra bulionu 
- 2 gruszki
- ok 100 g sera pleśniowego gorgonzola
- gałązki tymianku i orzechy włoskie 
- sól, pieprz 






Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy w garnku na złoto. 
Dodajemy podzielony na rożyczki kalafior i zalewamy bulionem. (najlepszy byłby oczywiście domowy rosół, ale równie dobrze sprawdzą się dwie dobrej jakości kostki warzywne rozpuszczone w 1,5 ciepłej wody). 
Gotujemy aż kalafior będzie miękki. 
Dodajemy obrane i pokrojone gruszki a na końcu ser, zostawiając kawałek do dekoracji. Przyprawiamy solą i pieprzem. 
Miksujemy na krem. 




Rozlaną na porcje zupę dekorujemy gałązkami tymianku i kawałkami orzechów włoskich. 




SMACZNEGO !

04 stycznia 2019

Tarta z masłem orzechowym i dżemem.





Styczeń się rozpędził, dziś już się kończy jego czwarty dzień. Jak Wasze nastroje? Jak postanowienia noworoczne? Ja od kilku lat ich zdecydowanie unikam, po prostu uważam, że każdy dzień roku jest dobry na postanowienie sobie czegokolwiek, dlaczego akurat Nowy Rok miałby być tym wyjątkowym dniem? Jasne, nowy rok, początek nowego ale ten zapał przeważnie mija wraz z wyniesieniem choinki na zewnątrz :) 


My podczas świąt pozwoliliśmy sobie na małą rozpustę jeśli chodzi o jedzenie, chociaż w przyszłym zdecydowanie pomyślę o jakimś lżejszym menu, bo nie lubię się czuć tak, jak się czułam podczas ich trwania. Angielska pogoda niezbyt sprzyjała spacerom, więc nasze świętowanie polegało na zaleganiu na kanapie i jedzeniu pierogów. Nigdy więcej ! Dziś znowu piątek, więc takie małe święto, otworzyłam prossecco (zostało z Nowego Roku) ale nie poszliśmy do sklepu i nie nakupowaliśmy słodyczy. To duży plus. Julia (starsza) robi jakieś tam babeczki a dla nas tarta. Jeszcze trochę zostało, bo sycąca bardzo. Następnym razem pominę kulkowy spód i zastąpię go czekoladą pomieszaną z masłem. Myślę, że taka będzie jeszcze smaczniejsza. 




Wykonianie jej jest bardzo proste. 
Jak wcześniej wspomniałam, spód to masa na kulki mocy (np. te , z pominięciem kokosa). 
Gotową masą wylepiamy formę do tarty. 
Na to kładziemy masło orzechowe, ilość wedle uznania. 
Na masło warstwę dżemu (u nas malinowy). 
Wierzch polany tabliczką gorzkiej czekolady rozpuszczonej i połączonej z 40 g masła. 




A czekolada  udekorowana świeżymi malinami. 
Przed podaniem należy wyjąć tartę z lodówki, ponieważ twarda czekolada nie daje się łatwo pokroić. 




29 grudnia 2018

Poświąteczne pierniki.





Co prawda już po świętach ale zapisuję ten przepis na przyszłość. Pierniczki wyszły fajne, bardzo pachnące i choć wydaje mi się, że sypnęło mi się za dużo sody (historia tego ciasta i moich 3! prób jego zrobienia jest bardzo długa ) to i tak zjedliśmy je ze smakiem. Na dekorowanie zabrakło już sił. Ogólnie tegoroczny grudzień był bardzo szalony, pełen spotkań, jarmarków, poznawania nowych ludzi, cudownych zajęć jogi (może wkrótce się z Wami podzielę historią na ten temat) ale tym bardziej doceniłam świąteczny czas, kiedy można było przysiąść na sofie i nie robić nic. 




Przepis podejrzałam tutaj

Składniki:

- 175 g cukru (użyłam demerara)
- 140 golden syrup (syrop złocisty) ewentualnie miód
- 100 ml pełnotłustego mleka 
- 125 g masła
- 1 łyżeczka soli 
- 1/2 łyżki mielonych gożdzików
- 1/2 łyżki mielonego kardamonu
- 1/2 łyżki sproszkowanego imbiru
- 1 łyżka mielonego cynamonu
- 500 g mąki pszennej
- 1/2 łyżki sody oczyszczonej 







Do garnka wsypujemy cukier, golden syrup i mleko. 
Zagotowujemy i odstawiamy z ognia. 
Po ok. 2 minutach dodajemy masło, przyprawy (bez sody!) i sól. 
Mieszamy do połączenia składników i odstawiamy do ostygnięcia do temperatury pokojowej. 
Mąkę przesiewamy do miski z sodą. 
Dodajemy masę maślaną i zagniatamy ciasto, które zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na 48 godzin. 




Po tym czasie rozwałkowujemy ciasto na grubość ok. 3 mm (u mnie zdecydowanie więcej) i wycinamy foremkami ciastka. 
Pieczemy 5 minut w temp. 200 st. 
Studzimy na kratce, ostrożnie je przekładając z blachy (po upieczeniu są miękkie) 

Polecam zajrzeć na bloga, z którego wzięłam przepis. Piękne zdjęcia i pięknie udekorowane lukrem pierniczki. Nam może się uda w przyszłym roku :) 








18 grudnia 2018

Czekoladowe ciasteczka popękane. Idealne na Święta.







Dzień dobry. Sporo czasu minęło od mojego ostatniego posta na tym blogu. To nie był łatwy rok, pod wieloma względami. Na szczęście się kończy i trzeba mieć tylko nadzieję, że nowy będzie lepszy i przede wszystkim radośniejszy. 

Niedawno zmieniłam godziny pracy, mam więcej czasu dla siebie (przez ostanie dwa lata bardzo mi go brakowało) i chciałabym wrócić do pisania bloga. Jestem właściwie bardzo pozytywnie nastawiona do przyszłości i mam nadzieję, że się nie rozczaruję.





A przed świętami polecam `Wam jeszcze upieczenie tych przesłodkich ciasteczek. Wyglądają tak cudnie, że aż żal jej jeść. Pieczenie ich nie jest łatwe ale mówię Wam, warto. Przepis stąd.


Składniki:

- 225 g gorzkiej czekolady (użyłam 70%)
- 1 i 2/3 szklanki mąki pszennej 
- 110 g masła
- 2/3 szklanki drobnego cukru
- 3 duze jajka (dałam 4 małe)
- 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
- szczypta soli 
- cukier puder do obtoczenia ciasteczek 




 Masło rozpuszczamy na małym ogniu, zdejmujemy z palnika , dodajemy połamaną czekoladę i mieszamy do połączenia. 
Białka ubijamy na sztywno, porcjami dodając cukier pod koniec ubijania. 
Dodajemy po jednym żółtka i ekstrakt z wanilii. 
Mieszamy z masą czekoladową. 
Ja również jak w oryginalnym przepisie, wlewałam masę do misy z ubitymi białkami. 
Mąkę mieszamy z proszkiem i solą, dodajemy do masy czekoladowej, mieszamy dokładnie. 
Ciasto odstawiamy do lodówki, najlepiej na całą noc. 
Po wyjęciu z lodówki nabieramy łyżeczką małe porcje ciasta, formujemy kulkę (wielkości orzecha włoskiego), obtaczamy w cukrze pudrze i kładziemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy ok 12 minut (nie dłużej, bo będą za suche) w 165st. 

Niektóre z moich ciasteczek wyszły naprawdę piękne, idealnie popękane z piękną warstwą cukru na nich (te się załapały na zdjęcia) Kilka z nich wyszło z piekarnika z efektem "mokrego pudru" ale zupełnie nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje.

Ten post odrobinę różni się od moich ostatnich postów zamieszczonych ostatnio na blogu. Jest pełen cukru i mąki i daleko mu do zdrowych przepisów, w jakich się ostatnio lubowałam. Ale w końcu są święta a poza tym, wszystko jest dla ludzi, jeśli z tym nie przesadzamy :) 

SMACZNEGO !!!

11 lutego 2018

Kuki z płatków owsianych i masła orzechowego.

 
 
 
 
 
Składniki:
 
- 250 g płatków owsianych
- 270 g masła orzechowego  
- 4 daktyle Medjool
- 2 łyżki oeju kokosowego
- 2 łyżki miodu
- szczypta cynamonu
 
 
 
Wszystkie składniki wrzucamy do misy miksera z nożem i blendujemy do ich połączenia.
 Z otrzymanej masy toczymy kulki pożądanej wielkości i obtaczamy w kakao.
Ja do kulek użyłam masła z orzechów ziemnych ale równie dobrze sprawdzi się każde inne.
Jeśli wolicie wersję słodszą, należy dodać więcej miodu lub daktyli.
Do części masy dodałam też prażone ziarna kakao (cocoa nibs), dodają one kulkom chrupkości.
 
 
 
 
SMACZNEGO !!!

 

04 lutego 2018

Fudge z daktyli i masła migdałowego.

 
 
 
 
Sporo już w swoim życiu zrobiła "fit" słodyczy ale te zdecydowanie wychodzą na prowadzenie w wyścigu na najlepsze. Tylko 4 składniki a tyle radości. Oczywiście niech nie zmyli Was to, że są zdrowe i fit (chociaż osobiście tego ostatniego określenia nie lubię) bo zawierają sporo kalorii i objadanie się nimi nie sprawi, że będziemy chudnąć. Ale na pewno sprawi, iż będziemy zdrowsi o to, czego nie zjemy konsumując słodycze zakupione w sklepie.
 
Z podanych proporcji wychodzi dość duża ilość słodkości, także na dobry początek możecie spróbować z połową składników, aby sprawdzić, czy smak będzie Wam odpowiadał. Przepis pochodzi z książki "Deliciousy Ella".
 
 
 
Składniki:
 
- 400 g daktyli ( w przepisie Medjool ale ja użyłam "zwykłych")
- 10 łyżek masła migdałowego (ukręciłam swoje)
- 3 łyżki kakao
- 4 łyżki oleju kokosowego
 
 
 
 
Daktyle wkładamy do garnka, zalewamy minimalną ilością wrzącej  wody (tyle, żeby je przykryć) i gotujemy 5 minut.
Odcedzamy i odstawiamy na chwilę do ostygnięcia.
Masło, olej i kakao wkładamy do misy miksera, dodajemy daktyle i blendujemy do otrzymania (bardzo gęstej) zwartej masy, modląc się, aby mikser dał radę.
Gotową masę przekładamy do formy (keksówka, foremka do brownie, silikonowe foremki) i wkładamy do zamrażalnika do zastygnięcia.
Najlepiej smakują w temp. pokojowej lub z lodówki.
 
 
 

28 stycznia 2018

Salsa fermentowana.






Nasza przygoda z kiszonkami zaczęła się niecały rok temu. Całą rodziną zaliczyliśmy kilka warsztatów kiszenia i od tej pory zagościły one w naszej codziennej diecie. Przeważnie w postaci kapusty, o której pisałam kiedyś tu  ale jeśli czas mi na to pozwala staram się przygotować też inne rzeczy. Jak na przykład dzisiejszą salsę, za którą cała rodzina przepada. Idealna na kanapki a w towarzystwie awokado to dla mnie już w ogóle mistrzostwo świata. Polecam z całego serca. Jeśli jeszcze nie wiecie ile dobroczynnych właściwości mają kiszonki, polecam zagłębić ten temat.


Składniki: 

- 1 kg papryki ( ja używam czerwonej i żółtej)
- 1 papryczka chilli 
- 2 średnie cebule 
- 4 ząbki czosnku
- 2 łyżki soli (używam szarej kamiennej)






Umyte i pokrojone papryki wrzucamy do misy blendera. 
Dodajemy wyciśnięty czosnek i posiekaną cebulę. 
Miksujemy do uzyskania pasty. 
Dodajemy sól i mieszamy. 
Papryka powinna puścić wystarczająco dużo soku aby przykryć ją w całości po włożeniu do słoików. Jeśli nie, masujemy masę przez kilka minut.
 Przekładamy salsę do słoiczków. 
Ja używam słoików Kilner z uszczelką zamykanych na metalowy klips. 
Odstawiamy na  14 dni, z dala od światła słonecznego. 
Po tym czasie sprawdzamy smak salsy, jeśli pasuje nam stopień fermentacji, przenosimy słoiki do lodówki. 
Twórcy przepisu (K. Ch. Shockey) twierdzą, że salsa w lodówce wytrzyma dwa lata. Nie sprawdzałam, u nas zawsze znika w mig :)



26 listopada 2017

Jem na zdrowie. Blok z masłem orzechowym.



 
Ciekawa jestem, czy ktokolwiek jeszcze tu zagląda? Czy kogokolwiek będą interesować moje tłumaczenia tak długiej nieobecności na bogu ? No nie wiem, ale mimo wszystko się wytłumaczę. Ponad rok temu zaczęłam pracować na pełny etat i pomimo tego, że plan by taki aby zostać tam tylko kilka miesięcy, w zeszłym minął rok odkąd pracuję. Na początku było całkiem fajnie, cieszyłam się na myśl o spotkaniu z ludźmi, odpoczynku od garów i codziennej szarości. Jednak po jakimś czasie zaczęło mi przeszkadzać to, że weekendy spędzam głównie na nadrabianiu zaległości w tym, na co nie mam czasu przez cały tydzień (mój dzień w pracy zaczynam o 9.30, kończę o 19). Zatęskniłam za blogiem, robieniem zdjęć, eksperymentami w kuchni, czytaniem po nocach ... Mam nadzieję i głęboko w to wierzę, że wkrótce będę mogła powiedzieć że lubię swoją pracę, ponieważ zaczęliśmy z mężem wprowadzać w czyn to, o czym do tej pory tylko rozmawialiśmy. I jeżeli ktoś kto życzy mi dobrze to czyta, to proszę tego ktosia o kciuki :)
 
A tymczasem dzielę się z Wami przepisem na ten deser. Robiłam go już dwa razy i zrobię na pewno powtórnie. Inspirowałam się zdjęciem i przepisem z IG. Pomimo tego, że można go nazwać deserem "fit", nie polecam zjadania od razu całości, bo jednak kalorii w nim sporo.
 
 
 
 
 
Spód to praktycznie masa, z której robię tzw. kulki mocy, które pojawiały się na blogu już kilkakrotnie:
 
- 250 g mielonych migdałów (lub innych orzechów)
- 4-5 szt. daktyli medjool
- 2 łyżki kakao
- 1 łyżka oleju kokosowego
 
 
Masa orzechowa:
- ok. 200 g ulubionego masła orzechowego  kremowego (u mnie wygrywa (z nerkowców)
- 2 łyżki miodu
- 3 łyżki roztopionego oleju kokosowego
- ekspandowana kasza jaglana (opcjonalnie )
- ziarna kakao (opcjonalnie)
 
Czekolada:
- 50 g masła kakaowego
- 35 g kakao
- 2 łyżki miodu
- szczypta  soli
 
 
Składniki na spód wrzucamy do miksera z nożem i blendujemy do uzyskania jednolitej, zwartej masy.
Wylepiamy nią blaszkę keksówkę wyłożoną papierem do pieczenia.
Masło orzechowe wykładamy do miski, mieszamy z miodem (w razie potrzeby można dosłodzić) i olejem.
Dodajemy kulki kaszy i posiekane ziarna kakaowca.
Wylewamy masę na spód.
W garnuszku roztapiamy masło kakaowe.
 Zdejmujemy z ognia i dokładnie mieszamy z resztą składników.
 Polewamy masę orzechową.
Całość wstawiamy do lodówki do zastygnięcia.
 Blok najlepiej smakuje w temperaturze pokojowej.
 
 

08 czerwca 2016

Domowe batony z płatkami owsianymi i chia.

 
 
 
 
- Mamo, sama robiłaś flapjacki?
- Tak, a co?
- Dooobre !
.
Potrzeba lepszej rekomendacji od zachwytu dziecka nad domowymi słodyczami? Chyba nie. Batony robi się szybko, z minimalnym nakładem składników, które przeważnie znajdziemy w czeluściach naszych kuchennych szafek. Zatem do dzieła.
 
Potrzebne składniki:
 
- szklanka płatków owsianych
- 2 łyżki miodu
- łyżka xylitolu
- 3 łyżki oleju kokosowego
- 3 łyżki nasion chia
- 2 łyżki jagód goji, suszonej żurawiny lub rodzynek, wedle uznania
- tabliczka dobrej jakości czekolady lub czekolada domowa
 
 
 
 
 
Płatki wrzucamy na suchą patelnię i mieszając prażymy ok. 20 minut.
 Mieszamy z nasionami i jagodami goji.
Do garnuszka wlewamy miód, dodajemy olej kokosowy i xylitol i na małym ogniu podgrzewamy aż składniki się połączą a xylitol rozpuści.
Zalewamy mieszanką płatki i całość dokładnie mieszamy.
Masę wykładamy do wyłożonej papierem do pieczenia małej formy (np. keksówki lub foremki do brownie), dociskamy i wkładamy do lodówki do zastygnięcia.
Po wyjęciu kroimy na pożądanej wielkości kawałki i obtaczamy je w roztopionej w kąpieli wodnej czekoladzie.
Ponownie odkładamy do zastygnięcia.
Batoniki najlepiej smakują w temperaturze pokojowej.
 
 
SMACZNEGO !!!

02 czerwca 2016

Warzywne szaszłyki z halloumi.

 
 
 
 
Nie mogę pojąć, dlaczego warzywa w takiej wersji zrobiłam pierwszy raz. Co prawda od czasu do czasu wrzucaliśmy na dobrego starego grilla jakieś podobne, ale nigdy nie dodawałam do nich sera. Inspiracją było jakieś zdjęcie na IG, w tej chwili już nie pamiętam, czyje. Ważne, że zapamiętałam i szaszłyki popełniłam. Są pyszne. Można je upiec w piekarniku, na grillu elektrycznym, lub jeśli akurat pogoda nam pozwala cieszyć się posiedzeniami na zewnątrz - na grillu ogrodowym. Ja swoje usmażyłam na patelni, ponieważ dla 4 sztuk nie opłaca się grilla rozpalać.
 
 
 
 
Składniki:
 
- 1 cukinia
- kolorowe kawałki papryki
- czerwona cebula
- kilka pieczarek
- ser halloumi
- gałązki świeżego tymianku
- sól, pieprz
 
 
 
 
Warzywa myjemy i kroimy w kawałki. Nabijamy je na na patyczki do szaszyłków, na przemian z pokrojonym w sporą kostkę serem.
Smażymy na rozgrzanej łyżce oleju koksowego na patelni razem z gałązkami tymanku a podczas smażenia przyprawiamy solą i pieprzem.
 
 
 

25 maja 2016

Brownie z kaszy jaglanej.

 
 
 
 
 
 
 
Składniki:
 
- 200  kaszy jaglanej
- 40 g kakao
- 30 g miodu
- 3 łyżki xylitolu
- 30 g oleju kokosowego
- 1 banan
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 2 jajka
- garść jagód goji (opcjonalnie)
- owoce do dekoracji
 
Kaszę gotujemy do miękkości. Ostudzoną miksujemy z pozostałymi składnikami (oprócz owoców) na gładką masę.
Wykładamy do foremki i pieczemy ok. 40 minut w 180 st.
 
 
 
 
Przepis stąd, z moimi zmianami.

Było,minęło....