16 kwietnia 2012

Meat free mondays czyli bezmięsne poniedziałki. Kotleciki warzywne z sosem serowym.



"Meat free mondays" to inicjatywa Sir Paula McCartney'a i jego rodziny. Ma na celu zachęcenie ludzi do przygotowania bezmięsnego posiłku choć jeden raz  w tygodniu, w tym przypadku w poniedziałek. Paul McCartney od dawna jest wegetarianinem i aktywnie działa na rzecz zwierząt i obrony ich praw (m. in. tych które występują w cyrkach).
Wg McCartney'a ograniczenie spożycia mięsa może mieć znaczny wpływ na poprawę stanu środowiska, który, jak wszyscy wiem, nie jest najlepszy. Nie siedźmy więc bezczynnie, spróbujmy zmienić świat. Przyłączmy się do bezmięsnych poniedziałków!!!!

Ciekawskich zapraszam po więcej informacji i przepisów na stronę a do mnie co poniedziałek na przepis na obiad bez mięsa. Chciałabym, aby ten wpis zainspirował choć jedną osobę do przyłączenia się do akcji.

Pierwszą w serii propozycją są kotlety warzywne. Przepis znalazłam w książce Sophie Dahl, lekko go zmieniłam z braku niektórych składników i bardzo mile się zaskoczyłam smakiem. 
Poza tym, pierwszy raz robiłam sos serowy na zasmażce i przyznam, denerwowałam się,czy wyjdzie. Ale wyszedł. Bardzo smaczny. 

A do kotletów wracając, potrzebne nam składniki:

- 1 większy lub 2 mniejsze słodkie ziemniaki
- 2 marchewki
- 2 pietruszki ( 1 duży korzeń pasternaku u mnie)
- 1 mały lub 1/2 dużego selera
- 2 garście szpinaku
- czerwona cebula
- sól, pieprz, czosnek (świeży lub sproszkowany, ja użyłam kolorowego)

Sos serowy:

- 30 g masła
- 20 g mąki
- 50 g sera żółtego o wyrazistym smaku
- 250 ml mleka
- sól, pieprz, szczypta gałki muszkatołowej

Ziemniaki, marchewki, pietruszkę i selera obieramy, kroimy w duże kawałki i gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. 
Odcedzamy i traktujemy tłuczkiem do ziemniaków. 
Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na złoto na rozgrzanej oliwie. 
Dorzucamy posiekany drobno szpinak, przyprawiamy i wszystko razem podsmażamy.
 Dodajemy do warzyw i całość mieszamy. 
Z masy formujemy kotlety i smażymy je na złoto na rozgrzanej oliwie.

Aby przygotować sos najpierw gotujemy mleko.
 Odstawiamy, najlepiej do miski z gorącą wodą, aby nie ostygło. 
W garnku roztapiamy masło i wsypujemy do niego mąkę. 
Podsmażamy mieszają, aż zacznie lekko brązowieć. 
Powoli wlewamy mleko, cały czas mieszając . 
Kiedy sos zgęstnieje i nie będzie w nim grudek, doprawiamy solą, pieprzem i gałką i wrzucamy starty ser. 

Kotlety podajemy polane sosem .



Smacznego!!!

18 komentarzy:

  1. Wspaniała inicjatywa :) I smakowity obiad :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietny przepis! A pomysl bezmiesnych poniedzialkow bardzo mi sie podoba. W koncu mieso nie jest potrzebne, by wyczarowac pyszny obiad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że nie jest :) Pozdrawiam !

      Usuń
  3. warzywne kotleciki za każdym razem mogą smakować inaczej i to jest w nich najfajniejszE:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, dlatego na pewno jeszcze u mnie na stole zagoszczą! Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Fajne kotlety, zapisuję:)
    A ja polecam kotlety z soczewicy albo ciecierzycy:)
    Bezmięsne poniedziałki? Ja mam od dłuższego czasu mięsne tylko niedziele;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kolejce czekają burgery z ciecierzycy, jak wyjdą, podzielę się :)
      My też bardzo ograniczyliśmy mięso, jemy je tylko dwa,razy razy w tygodniu.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Świetny pomysł na placuszki ( u mnie dziś też akurat bezmięsnie) i świetna inicjatywa tych poniedziałków. Czas wprowadzic. Zazwyczaj obiad niedzielny jest wystawny, konkretny i miesny wiec odpoczynek sie przyda :)

    OdpowiedzUsuń
  6. u nas mięsa nie ma stole, ale i tak takich luxnych przepisów nigdy niezawiele :)
    z pewnoscia wymodze cos podobnego (czyli to co bedzie dostepne w lodowce:), dzieki
    mala mi z hundreacrewood

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię takie kotleciki. U mnie najczęściej piątek jest dniem bez mięsa, poniedziałek to też dobry pomysł. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. W Polsce niektórzy przestrzegają bezmięsnych piątków.

    Bardzo podoba mi się przepis na kotleciki i na sos również. Chętnie kiedyś wypróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas na to mówi się Post - i w naszej wierze dzień postny wypada w Piątek.
    Pozdrawiam zmieniających tradycję i Wiarę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem co ma postny piątek do bezmięsnego poniedziałku? Ta inicjatywa nie ma żadnego związku ani z wiarą ani z tradycją.

      Usuń
    2. A co to jest 'nasza' wiara? :>

      Usuń
    3. Tradycja tradycją a bezmięsny poniedziałek napewno nikomu nie zaszkodzi wręcz przeciwnie poprwić może trawienie po niedzielnym obżarstwie! Monia Ty nic sobie z tego nie rób tylko wal śmiało naprzód i rób swoje!!!!!!!

      Usuń
  10. O bezmięsnych poniedziałkach w PRL.

    Obecnie wkraczające w dorosłe życie pokolenie, uciążliwości tej nie zna, bowiem zwykle braki towarowe w czasach PRL – u kojarzone są z kartkami i octem na półkach.

    Dolegliwość, o której dziś kilka słów, była najbardziej długotrwała, z czasem spowszedniała i
    w konsekwencji weszła do PRL – owskiej codzienności. Mowa tu o tak zwanych bezmięsnych poniedziałkach, które wprowadzono dnia 1 lipca 1959 roku na obszarze całego kraju, które funkcjonowały do sierpnia 1989 roku – całe 30 lat!

    OdpowiedzUsuń
  11. O bezmięsnych poniedziałkach w PRL.

    Obecnie wkraczające w dorosłe życie pokolenie, uciążliwości tej nie zna, bowiem zwykle braki towarowe w czasach PRL – u kojarzone są z kartkami i octem na półkach.

    Dolegliwość, o której dziś kilka słów, była najbardziej długotrwała, z czasem spowszedniała i
    w konsekwencji weszła do PRL – owskiej codzienności. Mowa tu o tak zwanych bezmięsnych poniedziałkach, które wprowadzono dnia 1 lipca 1959 roku na obszarze całego kraju, które funkcjonowały do sierpnia 1989 roku – całe 30 lat!

    Wcześniej była przedwojenna reglamentacja, kartki na mięso z początkiem lat 50 ubiegłego wieku (czas wojny koreańskiej), ale wobec permanentnych braków mięsa zdecydowano się na owe postne poniedziałki. Zakładano widocznie, że po sutym niedzielnym obiedzie taki poniedziałek łatwiej uzyska społeczną akceptację. Jak zwykle – wprowadzenie tego dziwnego dnia – uzasadniano chwilowymi trudnościami, przejściowym charakterem braku oraz obietnicą rychłego powrotu do normalności. Wbrew tym obietnicom bezmięsne poniedziałki przetrwały do końca „komuny”, a u jej schyłku spotęgowane zostały dodatkowo reglamentacją.

    Zanim wprowadzono owe zasady, już w czerwcu 1959 roku, podjęto szereg działań mających złagodzić tę niepopularną decyzję. W sprawę włączyła się ówczesna propaganda, omawiano ją na zebraniach partii, organizacji młodzieżowych. W przedsiębiorstwach handlowych zwiększono produkcję substytutów tak zwanego garmażu bezmięsnego, półmięsnego, rybnego. Aktywizowano sprzedaż ryb i napojów mlecznych, które zastąpić miały deficyt białka i już wtedy przymierzano się do połowu kryla na wodach arktycznych, co jak wiadomo wdrożono za „średniego Gierka”.

    Wprowadzeniem bezmięsnych poniedziałków w detalu było dość proste – wystarczyło w tym dniu nie otwierać sklepów branżowych, a ze stoisk mięsnych np. w delikatesach, wycofać wędliny i garmaż mięsny. Gorzej było w przypadku zakładów gastronomicznych i stołówek. Szefowie kuchni i kucharki dwoili się i troili, aby w ten dzień przygotować urozmaicony (czytaj: jadalny) garmaż. Władze handlowe opracowały nawet limity ilościowe wyrobów garmażeryjnych dla poszczególnych kategorii zakładów gastronomicznych, a także dla stołówek zakładowych i bufetów, w tej liczbie dla bufetów na statkach żeglugi przybrzeżnej. Inspektorzy PIH buszowali w terenie, kontrolując restauracje i bufety w zakresie przestrzegania narzuconych limitów.

    Równolegle poszerzono sieć sklepów garmażeryjnych, a nawet powołano do życia Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Produkcji Garmażeryjnej z siedzibą w Gdańsku. Na tej fali powstały w Gdyni placówki handlowo – gastronomiczne Zakładów Rybnych „Aloza”, mieszczących się przy ul. 10 lutego, pijalnia mleka Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej Kosakowo przy ul. Traugutta, róg Świętojańskiej, pijalnia soków Warzywa i Owoce przy tejże ulicy, a w przyszłości sklep garmażeryjny pod patronatem restauracji Róża Wiatrów przy ul. Świętojańskiej 21.

    Na tej fali, przez najbliższe lata także, prawdziwe prosperity przeżyli też „prywaciarze” produkujący kaszanki, bułczankę, czarny salceson itp. Starzy gdynianie do dziś wspominają kaszankę i żurek w prywatnym zakładzie Horały i Jurasza przy ul. Abrahama, wyroby Dobrosielskiego na Hali Targowej, a nieco później wyroby Ciomka mającego swój zakład przy placu Górnośląskim w Orłowie czy Słowiku na Górnym Oksywiu.

    OdpowiedzUsuń

Było,minęło....